Z DZIENNIKA KOBIETY KTÓRĄ JESTEM
NA SZPITALNEJ

Na Szpitalnej – Dzisiaj – wciąż zimno – przemykam z samochodu do budynków, jakby na zewnątrz było -30 – ku mojemu zaskoczeniu temperatura plusowa – na Szpitalnej widzę starszą panią, przerażoną perspektywą przejścia przez jezdnię – może pomogę? – i nagle z ust tej pięknej dawniej kobiety, wylewa się stek przekleństw, jakich chyba nigdy nie słyszałam w takiej kumulacji – stoję oniemiała – przechodzący ludzie udają, że nie słyszą – nie byłam na to przygotowana – stoję i nie potrafię wykrztusić z siebie słowa – nie wiem co zrobić, co powiedzieć, co myśleć – przecież chciałam jej tylko pomóc – teraz nie wiem – chyba już nie chcę – nie wiem czemu nie odchodzę – towarzyszka w szaleństwie – wbrew zdrowemu rozsądkowi, przytulam ją – cisza – stałyśmy na środku Szpitalnej, a wokół zrobiła się cisza – pachniała naftaliną – dawno już nie czułam tego zapachu – kto jeszcze używa naftaliny? – pachniała jak jesionka mojej babci – z początku drobne, spięte ciało zaczęło się rozluźniać – z piersi wydobył się szloch – zaczęła płakać – najpierw ona, potem ja – miałam wrażenie, że trzymam w ramionach dziecko – bezbronne – zagubione – przerażone – dziękuję i przepraszam – słyszę w końcu – wyswobadza się z moich ramion i powolutku odchodzi – zupełnie nie wiem, czy mam za nią iść, czy dać jej spokój – sprawiała wrażenie, jakby odzyskała kontrolę nad sobą, nad życiem – patrzyłam na jej powolne kroki – odeszła – wciąż o niej myślę, dopisując w głowie różne scenariusze jej życia – mam nadzieję, że było dobre – może intensywne – a teraz? … – starość nie udała się Panu Bogu..

Na Szpitalnej

Dodaj komentarz